Jednodniowy Dubaj

autor Tygrysy Podróży
Dubai

Zmęczeni wychodzimy na terminal 2 w Dubaju. Niewyspanie nie idzie jednak w parze z „uspaniem” czujności. Czujności dlatego, że to nasza pierwsza wizyta tutaj i nie chcemy już na wstępie popełnić żadnego kulturowego faux-pas. Dodatkowo w Internecie i innych mediach czytamy i słyszymy, że wiele tu rzeczy zabronionych pod karą grzywny lub… śmierci, co tylko wzmaga naszą ostrożność. Związki pozamałżeńskie też zakazane, więc nawet cieszymy się, że nie spędzamy tu nocy w hotelu, bo trzeba by było natrafić na taki, gdzie nie wymagają aktu małżeństwa przy zameldowaniu.

Po wylądowaniu najpierw stoimy w kolejce do kontroli paszportowej, zmęczona życiem i „nie w sosie” celniczka wbija nam po pół godziny czekania stemple w paszport i zaczynamy zapoznawanie się z Dubajem. Pierwsze wyzwanie to znalezienie sposobu na dostanie się do centrum, stacje metra znajdują się przy teminalach 1 i 3, więc po konsultacjach z kilkoma osobami na lotnisku (które, na wszelki wypadek przeprowadzał tylko Wojtek), uzyskujemy radę, że najlepiej… pojechać taksówką na terminal 1 i tam wsiąść do metra. Dodam, że terminal 2 znajduje się po przeciwnej stronie lotniska oddalony jest o kilka kilometrów od głównych terminali. Nie mamy siły (i przekonania) jednak się kłócić, że w okolicy jest inna stacja metra i czym może tam nas nie zawiozą. Przyjęliśmy zatem wersję tubylców.

Wsiadamy do metra. Okazuje się, że oboje wsiedliśmy do przedziału tylko dla kobiet i dzieci, więc Wojtek posłusznie wycofuje się i przechodzi do części dla wszystkich, a właściwie tylko dla mężczyzn. Tempo przemieszczenia się wzmagają tabliczki informujące, że mężczyznom w przedziale dla kobiet grozi kara 100 AED. Poza tym następne zaskoczenie – w metrze w Dubaju czuję się podobnie jak w metrze… w Londynie – swoisty miks narodowości i kultur, Emiratczyków jak na lekarstwo. Szybko okazuje się, że nie tylko w metrze.

Widok z okna metra na jedną z dzielnic biznesowych

Wchodzimy do centrum handlowego Mall of Emirates, w sklepach i punktach gastronomicznych głównie Azjaci, zastanawiamy się czy wszyscy w obsłudze w ogóle znają arabski… W Dubai Mall mamy dwa cele – zjeść coś na szybko oraz zobaczyć twór w postaci… stoku narciarskiego. Ciekawe wrażenie, przyznać trzeba.

Kraina zimy w centrum handlowym Mall of Emirates

Następnie jedziemy do stacji Monorail, kolejki, która kursuje po sztucznie wybudowanej na wodzie palmie Palm Jumeirah. Palma robi duże wrażenie, luksusowe osiedla wybudowane na jej 'liściach’, rezydencje ze swoim prywatnym wyjściem na plażę, piękna błękitna woda. Boimy się pomyśleć ile kosztuje m2 choćby w najtańszym bloku. Na końcu palmy znajduję się Hotel Atlantis – pocztówkowy budynek, jeden z symboli miasta. Hotel z kolejki Monorail mamy okazję widzieć tylko kilkadziesiąt sekund, więc chwytamy moment, bo widok to niesamowity. Robimy sobie przystanek przy hotelu na kilka zdjęć i zaglądnięcie w gabloty drogich butików w hotelowym lobby.

Rezydencje na Palm Jumeirah

 

Hotel Atlantis, widok z kolejki Monorail

 

Hotel Atlantis

Po powrocie na 'ląd’ za kolejny punkt obieramy sobie hotel Burj Al Arab. Podjeżdżamy tramwajem najbliżej jak się da, tzn. do końca linii i postanawiamy dalszy odcinek pokonać pieszo – przecież hotel widać jak na dłoni, więc nie może być on za daleko. Po 15 minutach marszu mamy wrażenie, że hotel się chyba oddala, no bo przecież my nie stoimy w miejscu. Nasz spacer, by dotrzeć na plaże, trwał jakieś 40 minut i kosztował nas kilka odcisków. Przekonujemy się na własnej skórze, że Dubaj to nie jest miasto dla piechurów, zresztą to co dość szybko dostrzegamy to to, że ludzi na ulicach nie widać wcale. Mimo tego, że trafiliśmy na dość fajny – słoneczny, ale nie gorący dzień, na chodniku nie minęliśmy ani jednej osoby.

Po dotarciu na plażę zdejmujemy buty i z ulgą wchodzimy do wody. Brodzimy tylko po kostki, ale i tak jest fantastycznie. Wokół nas większość europejczyków, kobiety w strojach bikini, nie widzimy, żeby ktoś się z tego powodu gorszył. Nas za to gorszy zachowanie niektórych turystów, robienie 200 zdjęć w różnych pozach nie przejmując się tym, czy komuś z otoczenia przeszkadza skakanie nad głową. Za nami słyszymy też marudzenie w języku polskim na to i tamto jakiejś pary, nie rozumiemy dlaczego – jest słońce, plaża, piękna niebieska woda, po lewej stronie efektowny hotel w kształcie żagla – na typowe 'byczenie się’ na piasku miejsce zasługuje na jakieś 7/10.

Plaża w pobliżu hotelu Burj Al Arab

Zrezygnowaliśmy w dalszych pieszych wędrówek, więc by dostać się do Dubai Mall, podjeżdżamy do najbliższej stacji metra taksówką, a dalej już jedziemy właśnie metrem. Dubai Mall to największe centrum handlowe na świecie, wchodzimy do niego, by zobaczyć słynne wielkie akwarium z rekinami oraz by odkryć np. że znajduję się tam też największy na świecie wyświetlacz OLED, czym oczywiście na tymże wyświetlaczu też się chwalą.

W Dubai Mall znajdujemy też ogromny dwupoziomowy salon firmy z jabłkiem, z chyba 50 konsultantami i 200 klientami. Ponieważ już jest godzina popołudniowa pojawia się wśród wszystkich narodowości świata też sporo Emiratczyków. Jako dość marni fani tej marki nie możemy uwierzyć, że tym co łączy różne narodowości może być wspólny owoc na komórkach.

Wychodzimy z Dubai Mall na zewnątrz by zobaczyć top of the top, czyli mierzący 829 m, najwyższy budynek na świecie – Burj Khalifa. No trzeba przyznać, budynek robi wrażenie, zadzierając głowę w górę najwyższe partie budynku wydają się niemal nierzeczywiste.

Burj Khalifa

 

Okolica Dubai Mall, Fontann i Burj Khalifa

Sam budynek może być również tłem – kiedy uda nam się trafić na pokaz słynnych fontann. My niestety jesteśmy ograniczeni czasowo, więc nie będziemy mieli tej przyjemności. Uciekamy na lotnisko. Jeszcze tylko pół godziny w metrze, 40 minut (!) taksówką by przemieścić się między terminalami, 3 godziny na lotnisku w najbardziej dziwacznym terminalu w jakim nam przyszło do tej pory być i lecimy dalej.

You may also like

Zostaw komentarz