Ziemia kłodzka, czyli górski weekend z Koroną Gór Polski

To chyba bardzo ludzkie, że lubimy tworzyć listy miejsc, które chcemy odwiedzić. Żeby się motywować do wyjazdów. I odczuwać satysfakcję, jak co jakiś czas „odhaczymy” kolejne pozycje. Jedną z takich gotowych list dla góromaniaków i piechurów jest Korona Gór Polski, zawierająca 28 najwyższych szczytów wszystkich pasm górskich naszego kraju (szczyty, na które są wyznaczone szlaki turystyczne). Oprócz radości z samego ‚odhaczania’, KGP to dobra lekcja geografii, a także lista pomysłów na wycieczki w miejsca, gdzie zazwyczaj nie dociera tłum turystów.

Korona Gór Polski

Tym razem jedziemy do ziemi kłodzkiej, gdzie z KGP znajdziemy aż siedem szczytów. W weekend planujemy się wspiąć na trzy z nich, a za bazę wypadową wybieramy Lądek-Zdrój. Sama miejscowość może pochwalić się XVII-wiecznym domem zdrojowym „Wojciech”, który – mimo iż nadszarpnięty zębem czasu – nadal robi wrażenie. Spacerując po mieście warto zobaczyć starówkę wraz z ratuszem z XIX wieku, a następnie skierować się do kamiennego mostu, gdzie zobaczymy XVI-wieczną rzeźbę przedstawiającą św. Jana Nepomucena.

Śnieżnik

Przed nami czwarty najwyższy szczyt z KGP, czyli mierzący 1425 m. n.p.m., Śnieżnik. Przyjeżdżamy na parking, gdzie parkują też turyści odwiedzający Jaskinię Niedźwiedzią. Niestety wokół widzimy ogłoszenia, że bilety do jaskini na dzisiaj są już wyprzedane, więc trochę zawiedzeni kierujemy się od razu w stronę szczytu. Po około godzinie marszu czujemy ulgę, ponieważ docieramy do równiny i przed nami odcinek szlaku, gdzie możemy wyrównać oddech. Na szlaku. Na szczycie jednak czujemy prawdziwą potęgę wiatru. Z chęcią byśmy posiedzieli tutaj dłużej, bo szczyt ten ma ten wielki plus, że jest niezalesiony i mamy do dyspozycji fantastyczną panoramę 360 stopni, której warto poświęcić trochę czasu. My wytrzymujemy tylko kwadrans i z załzawionymi oczami i rozwianymi fryzurami schodzimy.

korona gór polski
Schronisko na Śnieżniku
Na Śnieżniku
Na Śnieżniku

Przy jaskini niedźwiedziej postanawiamy wejść do środka chociaż na korytarz. Od razu zaczepia nas pan z obsługi i pyta na którą godzinę mamy bilety. Odpowiadamy, zgodnie z prawdą, że nie mamy, bo podobno wyprzedane. Pan mówi, że mamy szczęście, bo są miejsca na zwiedzanie za 10 minut. Wchodzimy! Przewodnik opowiada nam o historii odkrycia jaskini, pokazuje formacje skalne. Słuchamy z zaciekawieniem. Nie ukrywamy jednak, że jesteśmy trochę zawiedzeni, że zwiedzanie trwało tak krótko, a u samego przewodnika słychać w głosie znudzenie. No cóż, chyba w każdej pracy może wkraść się rutyna.

Rudawiec i Kowadło

Dzień drugi. „Musisz dojechać na koniec świata” – poinstruował mnie kolega, podczas naszej rozmowy o Górach Bialskich i Złotych. Na samym końcu drogi, już na tym końcu świata, mieliśmy zostawić samochód i wejść na szlak. Lubimy „końce świata”, więc dla nas sama radość. Tym końcem świata jest miejscowość Bielice i faktycznie nie było za dużej filozofii. Znaleźliśmy koniec drogi, a stamtąd weszliśmy na szlak prowadzący na Rudawiec, będący najwyższym szczytem Gór Bialskich. Na dziś mamy wyznaczony dość ambitny cel, by po zdobyciu Rudawca wejść jeszcze na Kowadło. Góry Złote graniczą bowiem z Bialskimi i odległość między szczytami jest niewielka.

Zaczyna się dość prosto, bo pierwszy kwadrans idziemy wzdłuż potoku po równym terenie. Długo nie trwa nasza radość, bo nagle szlak dość mocno odbija w górę. Szybko odzywają się nasze zakwasy po wczorajszym Śnieżniku. Ale jak to mówią – czym się strułeś, tym się lecz. W chodzeniu po górach chyba też coś w tym jest, bo po niedługim czasie zapominamy o bolących mięśniach. Na szlaku, oprócz spotkania na początku naszej wędrówki trzyosobowej rodziny, jesteśmy zupełnie sami.

Rudawiec - widok z okolic szczytu
Rudawiec – widok z okolic szczytu

Rudawiec zdobywamy w południe, na szczycie może nie czekają na nas takie widoki jak na Śnieżniku, ale mamy to miejsce tylko dla siebie i możemy się nim cieszyć sami. Schodzimy z Rudawca tą samą drogą i żadne z nas nie omieszka przyznać, że jest już zmęczone. W końcu mamy na ten dzień zaplanowany jeszcze jeden szczyt! Kowadło na szczęście jest trochę niższe, a szlak łagodniejszy. Tutaj nie spotykamy już nikogo, szlak, szczyt i tutejszą przyrodę mamy więc tylko do naszej dyspozycji.

W drodze powrotnej dostrzegamy po prawej stronie drogi niewielki wodospad o nazwie „Pocieszyciel”. W obecności tego przyrodniczego przyjaciela stwierdzamy, że cel osiągnięty–zdobyliśmy 3 zaplanowane szczyty. A poza tym odkryliśmy miejsca w górach, do których chcemy kiedyś wrócić – a to nawet ważniejsze, prawda?

Praktycznie w górach, czyli o szlakach

Niemal zawsze podczas wycieczek górskich korzystamy przy planowaniu tras ze strony: https://mapa-turystyczna.pl/, którą bardzo polecamy

  • Śnieżnik – szliśmy szlakiem żółtym z Kletna, następnie od Schroniska na Śnieżniku szlakiem zielonym
  • Rudawiec – szlakiem zielony od Bielic
  • Kowadło – szlakiem zielonym, a następnie żółtym z Bielic
Widok ze szczytu Śnieżnika
Widok ze szczytu Śnieżnika

Comments

    1. Post
      Author
  1. Paulina Chmielewska

    Założyłam sobie na począku roku, że w tym, wreszcie wybiorę się w góry, bo coś dotrzeć na to południe Polski nie mogę, ale chyba i w tym roku to nie wypali. Chociaż jeszcze nie wszystko przesądzone. Czuję się zachęcona do wyjazdu – tym bardziej po tym szerokim uśmiechu na zdjęciu. Chyba muszę co nieco poplanować! 🙂

    1. Post
      Author
    1. Post
      Author
    1. Post
      Author
  2. Piotr Szostak

    Też mam Śnieżnik w planach. Może jeszcze uda mi się we wrześniu dostać dzień lub dwa urlopu i pojechać do Kotliny Kłodzkiej. Po załączonych zdjęciach widać, że warto wejść na Śnieżnik.

    1. Post
      Author
    1. Post
      Author
    1. Post
      Author
    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *