Australia – Góry Błękitne

Góry Błękitne

Australia

Nie wierzymy, że jesteśmy w Australii. Niby wszystko wokół po angielsku, wszystko wokół takie „zachodnie”, poukładane, ale jakoś nadal trudno nam w to uwierzyć. Po przylocie późnym wieczorem i kilkugodzinnym śnie, znowu jedziemy dalej. W centrum Sydney ładujemy się do pociągu w kierunku Gór Błękitych. Jeszcze kilka miesięcy temu nie wiedziałam o ich istnieniu. Dopiero wertując Internet w poszukiwaniu informacji o Sydney zobaczyłam przy okazji Blue Mountains – jako jeden z celów weekendowych wypadów Australijczyków, ale też jako niemała atrakcja dla przyjezdnych. Mi wystarczyło pierwsze zdjęcie ze skałami „Trzy siostry”, żeby wiedzieć, że musimy tam pojechać.

Katoomba

Połączenie z Sydney jest idealne, linia kolejowa należy jakimś cudem do aglomeracji Sydney i tym samym za bilet na trasie 100 km płacimy tylko około 7 dolarów (gdzie ceny za bilety na innych trasach w Australii są naprawdę kosmicznie drogie!). Pociągi kursują co godzinę – dwie, a podróż trwa około 2 godzin.
Postanawiamy zatrzymać się w miejscowości Katoomba, będącej najpopularniejszym miasteczkiem w tych górach. Po drodze, za oknami pociągu, widzimy stada białych ptaków. To mewy? Nie, trochę za daleko od morza. Przyglądamy się dłużej i widzimy, że to papugi Kakadu! Trudno się przestawić na to, że tak egzotyczne dla nas zwierzęta mogą tutaj być po prostu… zwykłymi ptakami.

Kakadu

Zakwaterowanie

Wysiadamy w Katoomba. Pada, więc nakładamy wodooporne pokrowce na siebie i na plecak i szybkim krokiem udajemy się w kierunku naszej zarezerwowanej przez Airbnb… stancji? Bo jak inaczej nazwać nocleg u kogoś w mieszkaniu? Nasz gospodarz Matt okazuje się o 20 lat starszym niż wskazuje jego zdjęcie profilowe a portalu. Wita nas w najbardziej czystym mieszkaniu, w jakim kiedykolwiek byliśmy. Szybko okazuje się, że jest przewrażliwionym pedantem, spędzającym na sprzątaniu 55 metrowego mieszkania około 4 godzin dziennie. Oprócz tego jest też przemiłym człowiekiem. Od razu rekomenduje nam co powinniśmy zobaczyć i jakie szlaki przejść. Ponieważ zjawiliśmy się za wcześnie i przeszkodziliśmy mu w (oczywiście) sprzątaniu, na pierwsze zwiedzenie wybieramy się od razu.

Góry Błękitne

W 20 minut docieramy do Echo Point, by zobaczyć sławne Trzy Siostry, a zamiast tego widzimy… mgłę gęstości mleka! No nic, postanawiamy się przejść i dojść do szlaku „wielkich schodów” czyli Giant Stairway, który liczy około 800 schodów. Sami postanawiamy (za radą Matta) pokonać tylko 100, dlaczego? Góry Błękitne mają tą przypadłość, że podziwiamy je z góry! Żeby więc „pójść w góry”, nie idziemy w nie typowo w górę, tylko w dół. Zatem najpierw mamy przyjemność schodzenia, a jak już się trochę zmęczymy będąc na szlaku, to przed nami najgorsze, czyli wejście. A te nie są w Górach Błękitnych łagodne. Trzeba więc się dobrze zastanowić i ocenić swoją kondycję fizyczną przed wyruszeniem na trudniejszy szlak. Wracając więc do wielkich schodów – najpierw sobie schodzimy, a potem wchodzimy.

Góry Błękitne

100 schodów

100 schodów wystarcza by dotrzeć do jednej z trzech sióstr (i jedynej, do której dotrzeć można). Schodzimy zatem i niespodzianka – przejaśnia się! Oczywiście nie w pełni, ale na tyle by można było zobaczyć jak wysoko jesteśmy i dojrzeć charakterystyczny krajobraz Gór Błękitnych. Mi starcza, by się w tym miejscu zauroczyć.
Wejście po 100 schodach mimo, że to ułamek całych schodów, wywołuje u nas zadyszkę, ale mimo to idziemy dalej. Postanawiamy dojść do wodospadów Katoomba. Udaje nam się dotrzeć tylko do kaskad, bo szlak do wydospadu jest zamknięty. Nie jesteśmy jednak zawiedzeni, wokół otaczają nas paprocie i inna australijska roślinność o niesamowicie zielonym kolorze. Dla nas jest to kolejna atrakcja i nowość w naszym podróżniczym cv.

Góry Błękitne
Australijska flora

Na kolacje udajemy się do knajpki Yellow Deli. Wg Matt’a wszyscy, którzy przyjeżdżają do Katoomba, tam chodzą. Samo miejsce prowadzone jest przez wspólnotę chrześcijańską, serwują zdrowe posiłki, część produktów sami wytwarzają, a jako wspólnota mają też praktykę dzielenia się posiłkiem z potrzebującymi w każdy piątek. Na obsługę składają się panowie z długimi brodami oraz panie w skromnych, długich sukienkach i fartuchach (podobne jak we wspólnotach amiszów). Nie wiem czy faktycznie jedzenie jest dobrej jakości, czy to może my jesteśmy wygłodniali po 2 tygodniach spędzonych wcześniej na Sri Lance, ale naprawdę nam smakuje.

 

Posiłek

Mamy ochotę na piwo, więc postanawiamy zahaczyć o supermarket. Co się okazuje? Alkoholu tam nie kupimy. Ten dostępny jest tylko w sklepach monopolowych, idziemy zatem do tzw ‚bottle shop’ i… nie możemy uwierzyć w ceny. Piwo kosztuje średnio 5-6 dolarów (ok. 12-15 zł). Później dowiadujemy się, że rząd walczy z nadużywaniem alkoholu przez Australijczyków i nie dość, że wprowadza coraz większą akcyzę, to jeszcze ogranicza długość otwarcia takich sklepów. Myślimy sobie, że te ceny faktycznie muszą odstraszać, jednak szybko przekonujemy się, że Australijczykom nadal nie przeszkadzają one na tyle, by z alkoholu zrezygnować. My za to rezygnujemy.

Drugie podejście

Następnego dnia wita nas piękna pogoda. Zabieramy na wszelki wypadek kurtki przeciwdeszczowe, ale mamy nadzieję, że nie będą nam potrzebne. Robimy drugie podejście do Echo Point i tym razem się udaje. Podziwiamy najbardziej znaną panoramę Gór Błękitnych w całej okazałości. W okazałości widzimy też tłum turystów, który wydaje się, że wydobył się zza mgły, bo wczoraj na szlakach spotykaliśmy tylko pojedyncze osoby. Na ten dzień zaplanowaliśmy trochę dłuższą przechadzkę – do Wodospadów Leura. Po przejściu około 5 minut, na szlaku jesteśmy sami, zostawiając za sobą tłumy (głównie azjatyckich) turystów. I ponownie możemy nacieszyć się dziewiczą florą australijską. Widzimy kilka gatunków kolorowych ptaków, przystajemy przy każdym punkcie widokowym i nie spieszymy się.

 

Dzisiaj mamy bowiem okazję zobaczyć, że faktycznie góry są w ich dolinach błękitne (za sprawą unoszących się oparów eukaliptusa. W Internecie sporo jest informacji odnośnie tego zjawiska, więc ponieważ nie jestem biologiem – wolę nie udawać znawcy tematu i odsyłam do bardziej poważnych źródeł :). Leura Falls robią na nas wrażenie – znowu obserwujemy je z góry i trochę żałujemy, że nie mamy okazji podglądnąć ich i całych gór z dołu, ale niestety jesteśmy tu za krótko, by sobie pozwolić na dłuższe wędrówki.

 

 

 

 Ostatni dzień w Katoomba

Wracając łapie nas deszcz, który nie ustępuje już do końca dnia. Postanawiamy jednak przejść się po mieście. Zbaczamy z głównej ulicy i odkrywamy skarb – uliczkę pełną street artu! To jedna z tych rzeczy, którą miasto może mnie ująć, nieważne ile by miało zabytków czy innych atrakcji turystycznych. Sama Katoomba to niewielka miejscowość, jednak pozwala nam trochę zaznajomić się z australijskim stylem budownictwa i stylem życia.

Street Art

 

Street Art

Następnego dnia wykwaterowując się słyszymy od Matt’a komplementy odnośnie tego jak potrafimy utrzymywać czystość i pytanie jak nasze wrażenia z Blue Mountains. Mówię: „Bardzo nam się podobało! Plus nie widzieliśmy żadnego pająka ani węża, więc dla nas wypad jak najbardziej udany”. Matt szerzej otwiera oczy i mówi z niedowierzaniem: „Nie widzieliście przez 2 dni węża? To aż niemożliwe, szczególnie przy tak mokrej pogodzie. Poza tym w Górach Błękitnych żyje brązowy wąż – drugi najbardziej jadowity wąż na świecie…”. Dobrze, że dowiadujemy się o tym dopiero przy wyjeździe. Inaczej żadnej „siostry” czy wodospadu raczej byśmy z własnej nieprzymuszonej woli nie zobaczyli…

Comments

  1. Irena

    Góry Błękitne są przepiękne,jednak niebezpieczne.
    Ja miałam trzy podejścia,za każdym razem mgła,deszcz,mleko i nie było widac nic.Mogłam sobie tylko pomarzyc o trzech siostrach.Czwartym razem się udało,pogoda była przepiękna,a przejazd kolejka linową niezapomniany.Widoki z wagonika na wodospady cudne.
    Wspaniałe miejsce!
    Pozdrawiam-)

    1. Post
      Author
      tygrysy podróży

      Wspaniałe, zgadzamy się! Chociaż my tez musieliśmy poczekać, aż łaskawie mgła na chwilę zniknie, żebyśmy mogli się nacieszyć górami 🙂

  2. Ola

    Super widoki! Niebawem planuję Australię, więc takie wpisy są mi niezwykle przydatne 😉 Świetna relacja! Zapisuję Góry Błękitne na liście punktów do odwiedzenia 🙂

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *